Pamiętnik / Diary

Historia pewnego fotela /dodano 16 października 2010/

Ostatnio na moją łąkę, po której codziennie biegam, wprowadził się Pan Fotel. Taki gość, wiecie, czworonóg z tapicerką zamiast futra. Początkowo podchodziłam do niego z dystansem, ale ostatnio pozwolił mi on, pobawić się  kawałkami gąbki z jego oparcia. Nie wiem jak się znalazł na wilgotnej i zimnej łące ale  jego dwóch kuzynów stoi w naszym przytulnym i ciepłym pokoju. Myślę że mogło być tak jak z pachołkami na które Piotr naciągnął Anię w sklepie! Pamiętam jak mówił: „potrzebne mi są one do trenowania Ary” ;) I co? Pierwszy trening, Piotr rozstawił pachołki i po chwili zaczęliśmy chodzić bez sensu w tę i z powrotem. Kilka minut później zauważyłam w krzakach jakieś ruch. Początkowo myślałam, że to jesienny wiatr strąca kolorowe liście, ale po chwili ukazał się sympatyczny ryjek dość okazałego dzika. Nie wiem kto miał większe oczy, Piotr czy dzik? Piotrowi nagle zaczęło się gdzieś spieszyć bo pozostawił pachołki na placu a sam pobiegł w stronę ogrodzenia. Nie przypuszczam, aby kiedykolwiek ćwiczył Agility, ale skok przez płot wyszedł mu wspaniale. Myślę, że chciał się przede mną popisać;)
Dzik poszedł w swoją stronę, ja przez dziurę w ogrodzeniu dogoniłam Piotra a pachołki dalej stały w bezruchu jak Pan Fotel. Tak sobie dzisiaj rano pomyślałam, że mogła z nim być podobna historia…

 

 

Minął rok … !  /dodano 10 października 2010/

To już minął rok gdy wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam u Dwunogich w Gdańsku. Czas tak szybko biegnie … Chyba wszyscy w domu pamiętać będą ten dzień kiedy w Cieszynie Marcela otworzyła bagażnik gdzie w  specjalnej klatce transportowej byłam ja  - Ara my Love. Piotr i Ania mieli chyba wówczas alergię czy coś, bo oboje mieli zaczerwienione i załzawione oczy ;) Nie ukrywam że moje małe serduszko też mocniej zaczęło bić. Tego dnia ostatni raz widziałam mamę, siostrzyczki i braciszka. Kilka miesięcy później spotkałam się z Vivą na wystawie w Katowicach. Obecnie pisujemy do siebie i wiem że wiedzie im się świetnie. Niedługo pewnie spotkamy się na jakiejś wystawie.
Dla małego psiaka rozstanie z mamą i rodzeństwem to bardzo trudny moment. Wynagrodzili mi to nowi państwo którzy od razu przytulili mnie i pogłaskali. Napiszę wam to w tajemnicy – robią to do tej pory ;) Wprawdzie nie biorą mnie już na ręce (moje gabaryty się nieco zwiększyły) ale ich miłość ani na chwilę nie straciła na sile. A były momenty gdzie widziałam już czarny scenariusz mojego życia ;)
Oni wybaczają mi wszystko! Dywan, taborety, kilka par butów, nową koszulę Piotra  … wymieniać mogę tego sporo. Myślę że ta odwzajemniona miłość będzie kwitła przez następne lata.

 

 

Wakacje, wakacje i po wakacjach!  /dodano 21września 2010/

Minęły wakacje. Razem z moją czworonożną rodziną wyjechałam na wypoczynek w Bory Tucholskie. Było fajnie! Pogoda nam dopisała i codziennie pływaliśmy na kajakach i rowerach wodnych po dużej kałuży, czyli jeziorze. Wieczorem grill, kiełbaska, szyszki, kijki i zabawa na całego. A propos wody, wczoraj w naszym mieszkaniu pękła rura od kaloryfera i cały pokój wyglądał jak jezioro Wdzydzkie. Jak kiedyś nasiusiałam była afera, a teraz nazwali to „ złośliwość rzeczy martwych”! Tylko jakoś po moim siusianiu nie trzeba było zrywać podłogi i kłaść nowej! I gdzie tu sprawiedliwość.

W imieniu wszystkich czworonogów apeluję o równouprawnienie i takie same prawa w mieszkaniu ja kaloryfer! Jak kaloryfer nie wie jak się zachować w mieszkaniu to niech siedzi na balkonie! Ostatnio byliśmy na kilku wystawach. Poznałam nowe psiaki i ich właścicieli. Czasami zastanawiam się dlaczego wszyscy mówią „idzie Pan/Pani X z psem na smyczy” a „nie idzie Burek z Panem?Panią X na smyczy”? Czasami warto popatrzeć kto kogo prowadzi ;)

 



Filozofia psa!  /dodano 05 maja 2010/Filozofia psa!  /dodano 05 maja 2010/

Dwunodzy wszystko potrafią sobie wytłumaczyć. Wszystko, wiedzą i wszystko tłumaczą! A ja się pytam, po co? Na ten przykład, dlaczego pies przed położeniem się robi „kółka”? Dwunodzy tłumaczą sobie, że to po naszych przodkach – wilkach. Problem zaczyna się, gdy zadamy pytanie: kto nauczył tego wilki? My psy robimy „kółka”, bo są łatwiejsze od kwadratów i trójkątów! Logiczne! Czy ja się pytam, po co ludzie przed wejściem do mieszkania przebierają nogami na wycieraczce? Każdy porządny pies i kot wie, że robi się tak po zrobieniu siusiu i kupki. Tylko, dlaczego Dwunodzy robią tak wchodząc do domu a nie wychodząc z toalety?

Inna sprawa to często głupie pytania Dwunogich! Dlaczego zrobiłaś siusiu w pokoju? Bo mi się chciało a Ty wolałeś oglądać Modę na sukces odcinek 7325! Posprzątasz i zapamiętasz, że pies nie basen ma mniejszą pojemność! Tyle rozważań na dziś.

 

 

 

Wystawa Walentynkowa w Bydgoszczy /dodano 23 luty 2010/

Wspominałam już, że wybieram się z Dwunożnymi na wystawę do Bydgoszczy. Nie będę się rozpisywać, co ze mną wyprawiali szykując mnie, bo każda kobieta wie ile to zabiegów i czasu kosztuje, aby zrobić się na bóstwo. Do Bydgoszczy przyjechaliśmy w południe. Już na parkingu zauważyłam, że część czworonogów ubrana jest w dziwne ortalionowe stroje. Bal maskowy czy co? Odlot na całego! Wygląd jak wygląd, ale czyszczenie futra przy pomocy odkurzacza? Musimy następnym razem zabrać naszego Philipa ;)
Na ringu mój Pan sprawował się poprawnie tzn. nie przyniósł mi wstydu i otrzymałam ocenę WYBITNIE OBIECUJĄCĄ.
Na wystawę przejechała też Arielka i Zambos, aby mi pokibicować. Fajnie jest wiedzieć, że ktoś trzyma pazury za Ciebie. Już 27 marca wybieramy się na międzynarodową wystawę do Katowic. Podobno ma tam przyjechać Marcela z moim rodzeństwem, więc szykuje się super impreza!

 

 



Czas pędzi nieubłaganie /dodano 09 luty 2010/

Czas pędzi nieubłaganie. To już cztery miesiące, od kiedy mieszkam z Dwunogimi w Gdańsku. Każdego dnia poznaję nowe zwyczaje ludzi. Przykładowo - łóżko to miejsce do spania i długo musiałam przyzwyczajać wszystkich, że to też moje miejsce! Ja tam im nie bronię spać na moim legowisku. Teraz sprawiedliwie dzielimy miejsce razem ;)

Podobno ludzie dzielą się na tych, co śpią z psami i tych, którzy się do tego nie przyznają.

Sprawa porządku w domu też budzi moje zastrzeżenia. W tej kwestii uważam, że należy walczyć o wolność skarpetek! Dlaczego skarpetka ma leżeć w koszu na bieliznę a nie np. w łóżku, pod stołem lub iść na spacer na balkon. Druga sprawa to mydło! Ładnie pachnie i powinno się je jeść – mi przynajmniej smakuje.

Ludzie nie wiedzą, co tracą nie eksperymentując kulinarnie. Jedno, co wam powiem to Tata Piotr ma chyba do mnie słabość, bo jak on je to ja siadam i patrzę mu głęboko w oczy. Efekt jest taki, że golonka pana a kość moja ;) Chyba mi to jedzenie służy, bo rosnę ;) Teraz mam 16 kg wagi i 47 cm wzrostu w kłębie.

Już w sobotę 13 lutego jedziemy na wystawę do Bydgoszczy gdzie będę pokazywać swoje wdzięki. Mam tremę, więc trzymajcie kciuki i wilcze pazury.

 

Dziwny jest ten świat / dodano 23 stycznia 2010/

Dziś po raz kolejny odkryłam nowych przyjaciół. Razem z moimi opiekunami pojechaliśmy samochodem na Kaszuby. Tam u znajomych poznałem labradora Merola i na wpółlabradorkę Sarę. Mimo -20 st. C zabawa była wspaniała. Biegaliśmy po zaspach, gryźliśmy patyki i szczekaliśmy na innych przedstawicieli czworonogów – konie. Muszę przyznać, że konie nie mają poczucia humoru i są niemrawe do zabawy. Początkowo bałam się ich, ale po paru minutach doszłam do wniosku, że koń ma duży łeb i zrozumie, że nie ma ze mną szans!
Później zauważyłam kolejnych dwunogich! Ale oni byli jacyś dziwni. Latali i siadali a w zasadzie stawali na gałęziach drzewa ( gdyby siedzieli to by im nogi zwisały – proste nie?)
Podsłuchałam i teraz wiem, że to sikorki. No i zaczęło się! Te sikorki wiedzą, co to zabawa! Z drzewa na krzaczek, z krzaczka na drzewo, mało, co głowa by mi się odkręciła! A konie jak stały tak stoją dalej. Dziwny jest ten świat …

Nowy rok i mróz / dodano 19 stycznia 2010 /

Nowy Rok! Kolejne „coś”, co dwunodzy świętują ciesząc się i bawiąc.

Pewnej nocy obudziły mnie strzały i błyski za oknem. Nie żebym się bała, ale ciekawość sprawiła, że przez okno obserwowałam jak na niebie rozbłyskiwały kolorowe światełka.

Następnego ranka było mniej kolorowo! Na trawnikach leżały papiery, butelki, puszki i resztki fajerwerków! Ciekawe, co by się stało gdybym to ja w toalecie dla dwunogów zostawiła taki bałagan?

Zima jest piękna i mroźna! Wraz z całą moją rodzinką często wybieramy się na harce po zaśnieżonym lesie. Ile wówczas jest zabawy, śmiechu i szczekania!

Ostatnio to nawet wybraliśmy się na spacer po takiej dużej zamarzniętej kałuży, którą dwunodzy nazywają Zatoką Pucką. Gdzie oczy poniosły tam lód i śnieg. Mimo że do łapek poprzyklejał się śnieg to było fajnie.

 

Mój pierwszy śnieg i Święta / dodano 25 grudnia 2009 /

Któregoś pięknego poranka, kiedy wyprowadzałam na spacer Tatę Piotra zauważyłam, że świat się zmienił! Wszędzie dokoła było biało i zimno. Dwunogi nazywają to zjawisko zimą. Okazało się, że nie taka zima straszna jak ją malują. Tata Piotr i Szymon zabrali mnie na spacer do lasu gdzie białego puchu było bardzo dużo. Spotkałam tam kilka moich znajomych psów z osiedla. Zabawie i tarzaniu w śniegu nie było końca.
Kilka dni później do naszego domu wprowadził się zielony, iglasty Pan Choinka! Początkowo troszeczkę się go bałam,
ale teraz zaprzyjaźniliśmy się i obgryzam mu gałązki ;-)
Jedynym nieproszonym gościem w naszym domu jest odkurzacz Philip! Żarłok, który zjada mi wszystkie okruszki.
Nie żebym się z niego śmiała, ale Philip ma taki nos, że na osiedlowym trawniku wywąchałby chyba wszystkie zapachy z 20 lat!
A propos zapachów to w ostatnich dniach w naszym domu unosiła się woń pieczonych ciasteczek i mięsa. Jak to Dwunogi mówią – „przyszły Święta”W noc wigilijną zgodnie z tradycją chciałam, co nieco niektórym wygarnąć, ale niestety przespałam godzinę 0:00. Będę musiała poczekać do następnych Świąt Bożego Narodzenia.

 

 

 

Minęło kilka tygodni ... / dodano 15 grudnia 2009 /

Ara i Przepychacz do Rur W naszym domu mieszkają Ania, Piotr, Przepychacz do Rur i kilka butów. Jest też Szymon i Piotrek Junior ale oni rzadko zapraszają mnie do swojego pokoju. Jakoby zjadam im kwiaty i inne rzeczy… Baaaardzo śmieszne…. Sami zjadają… (i tej wersji będę się trzymać).

Ania jest całkiem fajna. W naszym stadzie stoi chyba na drugim miejscu ale myślę, że to trochę niesprawiedliwe –  daje mi przecież jeść, zapoznała mnie z pralką, suszarką do włosów a niedawno kupiła mi fajnego pluszowego tygryska.  Był wypchany sztuczną watą – wiem bo sprawdziłam… Potrafimy razem z Anią świetnie się bawić w przeciąganie szmatki. Czasami jednak miewa humory. Dziś rano na przykład ni stąd ni zowąd nakrzyczała, że prosto z podwórka wskakuję na pościel. Wzór jej się nie podobał czy coś takiego…  Ale co ja mam z tym wspólnego ???

Tata Piotr lubi jeździć samochodem. Ja też lubię. To się chyba nazywa, że mamy wspólne zainteresowania. Mamy też radio, a w weekendy chodzimy do przedszkola i na Agility. To się tylko tak mówi „my” – prawda jest całkiem inna: musicie wiedzieć, że mój pan jeszcze ani razu nie przebiegł przez tunel… A co o pozostałych domownikach ? Przepychacz do Rur to mój dobry kumpel. Jest tylko trochę nieśmiały. Ja pierwsza go odnalazłam. Stał samotnie za muszlą klozetową w łazience i w ogóle się nie ruszał - udawał, że nie żyje. Hehehehe !!!  Nie ze mną te numery…

 

A zaczeło się to tak ... / dodano 2 listopada 2009 /

 

W dniach 23-25 czerwca 2009 we Francji spotkała się moja mama Marotta z tatusiem Bobem.
Nie wiem o czym rozmawiali i co robili ale dwa miesiące później na świat przyszłam ja Ara my Love, mój brat AC/DC  i cztery siostrzyczki: All my Heart, Angel of Dreams, Asta la Vista i Always for You. Moich nowych opiekunów zobaczyłam, a w zasadzie wywąchałam (bo miałam dopiero 14 dni, a szczeniaki w tym wieku jeszcze nie otwierają oczu) 5 września 2009 r.
Przyjechali do Brusperk w Republice Czeskiej aż z Gdańska (Polska) przemierzając blisko 750 kilometrów w jedną stronę. Muszę przyznać że ludzie są dziwni! Cmokają, gwiżdżą, robią zdjęcia, zdrabniają słowa … A wystarczyło powiedzieć cześć!
Następna wizyta moich nowych opiekunów zbiegła się z wystawą psów w Bratyslavie, na której moja mama została World Winner 2009 – odpowiednik ludzkiego Miss World.
Pożegnałam się z dotychczasową opiekunką Marcelą i pojechaliśmy do Polski. Droga przebiegła szybko i bezproblemowo (ok. 9 godzin jazdy). Większość drogi przespałam a każdy postój oznakowałam ;-)
W Gdańsku poznałam pozostałych członków rodziny: Piotrka i Szymona. Wszyscy bardzo się cieszyli na mój widok i pozwalali mi niemal na wszystko. Pierwszą noc spędziłam w łóżku i ramionach właścicieli.
Ja smacznie spałam a oni czuwali jak mój pradziadek w nocy na pastwisku, pilnując owiec.